Młoda dziewczyna podała panu Marshallowi rękę, szepcząc nieśmiało słowa powitania. On zaś ujął tę rękę i przytrzymał ją w swojej, wpatrując się tak uważnie i przenikliwie w twarz Kilmeny swemi bystrymi oczyma, że nawet jej szczere spojrzenie nie wytrzymało tego wzroku. Po czym przyciągnął ją do siebie i złożył z powagą delikatny pocałunek na jej białym czole. - Moja droga - rzekł - cieszę się i jestem dumny, że zgodziłaś się zostać żoną mojego syna - a moją bardzo kochaną i szanowaną córką.